Tag Archives: katastroficzny

Efemeryda – Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz Jr

Efemeryda to czwarta w kolejności książka napisana przez duet Cichowlas-Kyrcz,  koncentrujący się na opowieściach niesamowitych, pełnych mroku, niepokoju, i zła czającego się wszędzie. Poprzednie ich dzieła – antologia Twarze szatana (2009), oraz Siedlisko i Koszmar na miarę podbiły serca czytelników. Pisarze zgodnie uznali Efemerydę za swoje najciekawsze dzieło. Czy słusznie?

Książka składa się z dwóch części, dolot i odlot, okraszonych na wstępie cytatem, z pozoru nic nie mówiącym a z drugiej strony… w zasadzie zarówno ten podział, jak i cytaty to swoista igraszka z czytelnikiem.

dolot

Kapitan Artur Gałecki to jeden z najlepszych pilotów liniowych, przystojny facet po trzydziestce, niestety samotny, choć w sumie taki mężczyzna powinien mieć piękną żonę. Pewnego upalnego dnia zaczyna odczuwać narastający niepokój, co gorsza, w żaden sposób nie potrafi znaleźć jego podstaw. Taksiarz wiozący go do domu jest wyjątkowo nachalny, jedyne o czym Gałecki marzy to zimne piwo i chwila spokoju. Kiedy wreszcie spełnia się jego pragnienie i nasz kapitan gasi pragnienie dwoma zimnymi browarami, nagle zauważa, że meble i przedmioty w jego mieszkaniu zostały poprzestawiane, a na włączonym palniku kuchni ktoś zostawił czajnik.
Najpierw posądza o ten dziwny kawał sąsiada, opiekującego się mieszkaniem podczas jego nieobecności, potem byłą dziewczynę, z którą łączył go głęboko erotyczny związek. Aby ukoić skołatane nerwy idzie do baru na kilka głębszych, kiedy wraca nocą do mieszkania z przerażeniem odkrywa, że sypiący się sufit znajduje się tuż nad jego głową, a w przedpokoju stoją stare rowery. Biegnie po pomoc do wścibskiej staruszki, jednak gdy stają ponownie przed drzwiami, okazuje się, że wszystko jest w porządku, a Grześkowiakowa posądza, że Artur chciał ją zgwałcić.

To dopiero początek niesamowitych zdarzeń w poznańskim mieszkaniu, jak i poza nim, a Gałeckiego ogarnia coraz większe przerażenie. Rozważa wizytę u psychologa, nawet u psychiatry, tuż po powrocie z rejsu do miasta Girona.

odlot

Lot do Girony nie idzie jak z płatka, Gałecki , w gęstej mgle, cudem osadza boeinga 737 na opuszczonym lotnisku na skraju gęstego lasu.
Myślisz, że najgorsze już minęło? Twój koszmar dopiero się zaczyna!” – reklamuje Efemerydę Oficynka – touché!

„Teraz, przeklinając na czym świat stoi, siedział, opierając się o ścianę i rozmasowując zdrętwiały kark. Mocz rozlał się śmierdzącą kałużą między jego nogami, ale tego nie czuł. Piekło go gardło, jakby ostatnią noc spędził, drąc się na koncercie Iron Maiden albo w urządzeniu o tej samej nazwie. Nawiasem mówiąc, ciekawe, jak zareagowałby Dickinson* na ten cały bajzel?(…)” [cytat s. 183]
_______________
*Bruce Dickinson – lider Iron Maiden to nie tylko gwiazda heavy metalu, ale też ceniony pilot liniowy (przyp. autorów)

Od strony 129 książka zaczyna nabierać niesamowitego tempa, czyta się ją szybciej, szybciej, szybciej… byle tylko znaleźć rozwiązanie zagadki. O ile dolot nieco denerwował mnie sztampowością, prawie sztucznym budowaniem napięcia (przez podkreślanie faktu, że Gałecki coraz bardziej się boi, że słyszy i widzi omeny…), trochę niepotrzebnymi fantazjami erotycznymi Artura i niekoniecznie uzasadnionymi wulgaryzmami, o tyle odlot wynagrodził mi to z nawiązką.

Czasem lubię się bać, ale nie szukam w tym celu książek ani filmów, w których główną „atrakcją” są latające fragmenty ciała i fontanny krwi, których żadne ludzkie ciało nie jest w stanie pomieścić. W Efemerydzie trochę trzewi, ropiejących wrzodów i tryskającej krwi się pojawia, ale w ilościach  pozwalających stworzyć duetowi autorskiemu gęstą zupę z grozy i napięcia, a nie z nich samych. Daniem głównym są tu mutacje rodem z obrazów Boscha, znajdziemy też aluzję do Eddie’go the Head, horrorów klasy B i filmów katastroficznych.

Zakończenie natomiast sprawiło, że chętnie sięgnę po którąś z wcześniejszych pozycji pióra duetu Cichowlas-Kyrcz. Po pierwsze: lubię gdy autor się ze mną bawi,  po drugie:  nie domyśliłam się rozwiązania, po trzecie: jak się bać, to z dobrą muzyką w tle.

Wbrew pozorom: polecam tę książkę na podróż – całość na ok. 6-8 godzin (i wcale nie chodzi o gęstość druku), przykuwająca uwagę, ale nie przytłaczająca. A może po jej lekturze ktoś zdecyduje się dodatkowo sięgnąć po Portret Doriana Graya?

Ocena: 3,75/5

Wydawnictwo: Oficynka
liczba stron: 268
oprawa: miękka
cena z okładki: 32 PLN
jak do mnie trafiła: książka do recenzji