Category Archives: Neil Gaiman

Chłopaki Anansiego – Neil Gaiman

„Chłopaki Anansiego” to ponoć kontynuacja „Amerykańskich Bogów”. Luźna kontynuacja, może tak nazwana, bo powstała po „Amerykańskich Bogach” i występuje w niej Anansi z całą swoją boską otoczką oraz pewna skrzynia? Mniejsza o większość, w każdym razie, jeśli jeszcze nie czytaliście „Amerykańskich Bogów” proponuję odwrócić kolejność i zacząć od „Chłopaków Anansiego”. Dlaczego? Ponieważ w ten sposób obie pozycje uznacie za świetne, w kolejności chronologicznej zaś „Chłopaki” przy „Bogach” wypadają nieco blado… Niby mamy tutaj estetykę snu, ale w „Bogach” jest ona po prostu perfekcyjna. Niby mamy grozę, ale „Bogowie” cały czas utrzymują wysoki poziom napięcia. Niby mamy humor, ale w „Bogach” „satyra na…” była na wyższym poziomie, a i humor sytuacyjny był lepszy.

Ale to i tak jest świetna książka, spotkałam się z określeniem „inteligentna fantastyka” – touché! Do czytania ze zrozumieniem prozy Gaimana nie wystarczą tylko oczy – potrzebna jest też wiedza ogólna o świecie i dobra pamięć.

U Gaimana bardzo podoba mi się sposób kreślenia postaci, szczególnie drugoplanowych – są równie żywe jak główni bohaterowie i równie mocno zapadają w pamięć. I powinny – w końcu czasem z pozoru luźna uwaga pod adresem jednej z postaci okazuje się mieć duże znaczenie dla fabuły. Przy całej plastyczności postaci nie jesteśmy na szczęście „zarzucani” pseudopsychologicznym słowotokiem, który w mojej opinii ma za zadanie podniesienie wartości materialnej książki 😉 Pan Gaiman zostawia czytelnikowi pewną dowolność w doszukiwaniu się pobudek kierujących bohaterami, zapewne licząc na inteligencję swego odbiorcy – i to kolejny plus prozy tego pisarza.

„…po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…” – tylko czy na pewno? U Gaimana nie można być tego nigdy do końca pewnym. Nie nastawiajcie się też na prostą, przewidywalną akcję. Pan Gaiman trochę się bawi z czytelnikiem – słowa sączone są oszczędnie, kołysząc nas delikatnie, prawie usypiając naszą czujność, gdy nagle następuje znaczący zwrot akcji (niemal jak diabełek z pudełka), a później zabawa zaczyna się od nowa, bardzo powoli odsłaniając zakończenie, prawie przewidywalne, lecz mimo wszyskto zaskakujące.

Moja recenzja niewiele Wam powie o samej fabule, jednak patrząc z perspektywy osoby, która właśnie zamknęła tę świetną książkę, uważam, że tak jest lepiej. Fabuła jest tylko dodatkiem to tego bardzo dobrego kawałka fantastyki, napisanego przez bardzo dobrego pisarza – ciśnie się na klawiaturę „wybitnego” ale na takie stwierdzenie mam jeszcze czas i kilka książek Gaimana na półce.

Zdecydowanie polecam!

Reklamy

Amerykańscy Bogowie wersja autorska – Neil Gaiman

Druga książka o zdetronizowanych bogach, jaką czytam w przeciągu miesiąca, ale tym razem wciągająca i błyskotliwa. Jedna z najlepszych książek, jakie miałam przyjemność przeczytać w życiu. Jest jak dobre wino, które sączy się powoli, kontemplując, w smaku winogron wyczuwając promienie słoneczne i wietrzyk, pozwalając smakowi się rozwijać – małymi kroczkami ku niesamowitemu zakończeniu.

Sposób konstruowania fabuły kojarzy mi się trochę z Lynchem (wybaczcie filmowe skojarzenie) – nigdy nie wiesz, gdzie tak naprawdę przebiega granica między jawą a snem, nic nie jest przewidywalne, nic nie jest oczywiste.

Doprawdy najlepsza powieść Gaimana. Przez jej karty galopuje istny tabun bogów, bóstw i pomniejszych duchów z mitologii nordyckiej, celtyckiej, egipskiej, afrykańskiej, hinduskiej, słowiańskiej, i wielu innych… Zaiste autor ma i wiedzę i wyobraźnię (choć golema przypisuje polskiej glinie – rabin Low urodził się, co prawda, w Poznaniu, ale golem powstał w Pradze czeskiej. Licencia poetica.)!

Odwracałam kolejne strony z bardzo mieszanymi uczuciami: z jednej strony cieszyłam się, że wkrótce wszystkiego się dowiem, ale z drugiej czułam smutek, bo to już za 200, 100, 10, 9, 8… koniec…!

Ale do czegoś się muszę przyczepić: za dużo jest opisów technicznych szczegółów sztuczek z monetami, które w dodatku są troche za mało „plastyczne” (przynajmniej dla mnie, laika w szutczkach z monetami), żebym rzeczywiście widziała ćwierćdolarówki pojawiające się znikąd w palcach Cienia…

Przyczepię się jeszcze do przetłumaczenia przez Panią Braiter (którą uważam za jedną z najlepszych w swoim fachu) imienia Low-key jako Lokaj – pozostawienie go nie zaszkodziłoby książce.

Nota od wydawnictwa niewiele ma wspólnego z fabułą, ale może to i dobrze, dzięki temu lektura jest tym bardziej fascynująca.

Nie powiem nic więcej ponad to, że w tej chwili czuję się jak taki mały chochlik, leprechaun, czy inny elf, który chichoce psotnie w kułak, bo ja wiem, a wy nie…

Polecam!

Nigdziebądź – Neil Gaiman

„Nigdziebądź” jest przeniesieniem serialu na papier, a jednak, zgodnie ze słowami Sapkowskiego „nie grzeszy (…) typowym grzechem novelisations, których autorzy nader często ograniczają się do mechanicznego wtykania didaskaliów pomiędzy kwestie filmowego dialogu”. Rzeczywiście, akcja rozwija się powoli, ale konsekwentnie i bez żadnej drewnianej sztuczności. Co prawda układ powieści przywodzi na myśl serial, rozdziały podzielone są na sceny i kończą się typowo dla odcinków serialu – zawieszeniem akcji w najciekawszym momencie.

Nagrodą za serce okazane przez Richarda Mayhew rannej dziewczynie okazuje się utrata narzeczonej, pracy, tożsamości, wszystkiego, co znał i do czego przywykł żyjąc w słodkiej nieświadomości w Londynie Nad. Nasz główny bohater notuje w swym myślowym pamiętniku „W tym drugim Londynie żyją setki ludzi, może tysiące. Ludzi, którzy pochodzą stąd albo którzy zniknęli w szczelinach świata.”. Londyn Pod jest diametralnie różny od Londynu Nad, jest to okrutny, brutalny świat, to świat „wśród kanałów, magii i mroku” gdzie każdy ma przed sobą perspektywę „życia krótszego niż jętka o skłonnościach samobójczych”. W Londynie Pod nawet zwykła instrukcja w metrze „Prosimy odsunąć się od krawędzi torów” posiada mocno przewrotne znaczenie, które poznaje Richard w swej początkowej naiwności.

Ukłon w stronę doskonale nakreślonych postaci pana Croupa, uprzejmego i pięknie się wysławiającego, oraz pana Vandemara wiecznie głodnego, lekko ograniczonego umysłowo, którzy razem stanowią śmiercionośny duet. Te postacie aż zioną złem, dogłębnym okrucieństwem:
„-Proszę się z nimi pożegnać, panie Vandemar – rozległ się za nimi głos pana Croupa.
– Pa, pa! – zawołał pan Vandemar.
– Nie, nie – poprawił pan Croup – Au revoir.
A potem wydał z siebie odgłos kukania, które mogłoby pochodzić z gardła kukułki, gdyby miała metr sześćdziesiąt pięć wzrostu i apetyt na ludzkie ciało – podczas gdy pan Vandemar, wierniejszy swej naturze, odrzucił krągłą głowę i zawył niczym wilk: upiorny, groźny i szalony.”

Autor oszczędnie uchyla rąbka tajemnicy, jednak robi to bardzo umiejętnie, nie ma dłużyzn, nerwowego oczekiwania „kiedy wreszcie coś się wydarzy”, czyta się bardzo dobrze. Zaskakująca fabuła, i choć w pewnym momencie domyśliłam się, kto stoi za śmiercią rodziny Drzwi, to jednak odrzuciłam tę myśl równie szybko, jak się pojawiła.

Ta książka jest przykładem świetnie napisanej fantastyki, jest przepełniona atmosferą tajemniczości i magią, a wszystko to zaserwowane zostało z najczarniejszym humorem. Ocena: 7/10 dlatego, że nie znalazłam odpowiedzi na pewne pytania, które zrodziły mi się w trakcie czytania.

Księga cmentarna – Neil Gaiman

Książka, którą chciałam przeczytać już od jakiegoś czasu. Na całość składają się opowiadania z różnych okresów dzieciństwa Nikta, powiązane są ze sobą przede wszystkim postacią Jacka, mordercy rodziny Nikta, oraz zdobywanej przez głównego bohatera wiedzy, która w momencie kulminacyjnym odegra kluczową rolę.

Przede wszystkim muszę przyznać, że jest świetnie napisana, trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego słowa, jest nieprzeciętna, nie ulega jednak wątpliwości, że jest kierowana do dzieci (starszych), stąd nieco trudniej jest mi ją ocenić z perspektywy dorosłego, dlatego punkty uśredniam.

Moje „wewnętrzne dziecko” było zafascynowane mroczną, niesamowitą atmosferą, poznawało ciekawe postacie, wraz z Niktem Owensem przeżywało z zapartym tchem przygody na cmentarzu i poza nim. Ocena: 10/10.

Dorosła ja docenia doskonałą narrację, ciekawą, pełną magii fabułę, iście burtonowską rzeczywistość (niestety skojarzenie samo ciśnie się „na klawisze”), przedni czarny humor, ale… zauważa też sporo niedopowiedzeń, których dziecko nie dostrzegło. Ocena: 6/10.

Moja przygoda z Panem Gaimanem będzie trwała nadal dzięki tej rewelacyjnej powieści dla dzieci, którą naprawdę polecam.

Odd i Lodowi Olbrzymi – Neil Gaiman

Przede wszystkim pięknie wydana, biorąc ją do ręki miałam wrażenie, że trzymam coś wyjątkowego. Faktycznie, „Odd i Lodowi Olbrzymi” to wyjątkowe, pełne magii opowiadanie o chłopcu, który umiał pokonać własne słabości zachowując przy tym dziwny, nieco irytujący uśmiech.

Brawa dla tłumacza i korektora, nie zauważyłam żadnego błędu, co ostatnio jest rzadkością.

Największe jednak brawa należą się autorowi – „Odd” od pierwszych słów hipnotyzuje, jest jak powiew świeżego powietrza, pełen humoru a jednocześnie magii dzieciństwa, ciekawości świata i mądrości.

Jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu Pana Gaimana, właśnie biorę się za kolejną książkę jego pióra.