Category Archives: Charles Bukowski

Szmira – Charles Bukowski

Szanowny Panie Bukowski,

Piszę do Pana, aby podziękować za Pańską „Szmirę”. Przyznam się Panu, że kupiłam ją dla tytułu – coś, co nazywa się „Szmirą” z całą pewnością:

a)      Jest szmirą
b)      Szmirą nie jest

A ja po prostu musiałam to sprawdzić, szczególnie biorąc pod uwagę wydanie: paperback z niezbyt ciekawym rysunkiem na okładce, tani papier, format kieszonkowy… jak na szmirę przystało. Pańska „Szmira” „Szmirą” jest, bo w końcu taki tytuł jej Pan nadał, szmirą natomiast zdecydowanie nie jest. Przewrotny był z Pana człowiek, Panie Bukowski, i utalentowany jednocześnie.

Nick Belane się Panu udał – 55 letni życiowy nieudacznik, hazardzista, pijak i „erotoman-gawędziarz”. I sprawy nad którymi kazał mu Pan pracować… Nawet kosmici się Panu udali! Belane sam o sobie mówi: „Oczy miałem błękitne, buty stare i nikt mnie nie kochał. Ale miałem robotę.”

Język Pańskiej „Szmiry” również jest jej zaletą. Wszystkie wulgaryzmy, które co prawda piękne nie są, mają swoje uzasadnienie: autentyczność. Czy Nick Belane byłby wiarygodną postacią, gdyby zamiast zamknąć kogoś w kiblu, uwięził go w toalecie? Rzucenie „motylej nogi” również byłoby nie na miejscu, nie ta mentalność, nie ta estetyka. Tak więc i za wulgaryzmy, Szanowny Autorze, dziękuję.

Panie Bukowski, pozwoli Pan, że przytoczę fragment, jeden z wielu, który przekonał mnie do wcześniejszego mojego stwierdzenia, że szmiry się Panu nie udało stworzyć:

„Weszła.
No, nie kłamię, na sam jej widok zacząłem się ślinić. Kieckę miała tak obcisłą, że o mało nie pękały szwy. Babka musiała przepadać za koktajlami czekoladowymi. Jej obcasy przypominały małe szczudła. Szła niczym kulawy pijaczek, zataczając się na boki. Jeden ponętny zawrót głowy.
– Niech pani siada – powiedziałem.
Usiadła i skrzyżowała nogi tak wysoko, że niemal wypadły mi gały.
– Miło mi panią widzieć – oświadczyłem.
– Przestań się pan gapić. Nie mam tam nic, czego nie widziałeś dotąd.
– Akurat w tym przypadku jest pani w błędzie. Ale wszystko po kolei. Jak się pani nazywa?
– Pani Śmierć.
– Pani Śmierć? Występuje pani w cyrku? W filmach?
– Nie.
– Miejsce urodzenia?
– Nieważne.
– Rok urodzenia?
– To ma być żart?
– Nie, chcę tylko zebrać wstępne informacje…
Straciłem wątek, zacząłem się gapić na jej nogi. Zawsze najważniejsze są dla mnie nogi. Były pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem, kiedy się rodziłem. Wtedy starałem się wydostać. Od tego czasu ciągle pcham się w przeciwnym kierunku, ale wyniki mam raczej mizerne.
Strzeliła palcami.
– Hej, ty, otrząśnij się!
– Hm? – Uniosłem głowę.
– Sprawa Céline’a. Pamiętasz?
– Ta, pewnie.
Rozprostowałem spinacz, skierowałem koniec w jej stronę.
– Będzie mi się należał czek za moje usługi.
– Jasne. – Uśmiechnęła się. – Ile bierzesz?”

Chapeau bas! Panie Bukowski, ile razy czytałam i oglądałam podobną scenę! Ale tamtym scenom czegoś brakowało – poczucia humoru, polotu, iskry, przymrużenia oka… Tamte sceny były na serio, i były… szmirowate…

Panie Bukowski, dziękuję Panu za Pańską „Szmirę”. Dziś już tak udanych pastiszy nie robią, a tym bardziej z takim finałem! Dla pozostałych Pańskich dzieł przygotuję odpowiednie miejsce na półce.

Nie mógłby Pan tam z góry, środka, lub dołu – gdziekolwiek Pana los rzucił, natchnąć jakiegoś mało znanego młodzieńca? Najlepiej z lechickiego plemienia, ale i każde inne „will do”.

Z wyrazami szacunku,

magda

_____________________________________________
*Recenzja tygodnia 18-24 października 2010 w LubimyCzytac.pl