Monthly Archives: Listopad 2010

A Kopernik była kobietą…

Wchodzę sobie na onet.pl, a tu na dzień dobry niespodzianka:

„Międzynarodowy zespół naukowców zakończył 20-letnią pracę badawczą nad życiem odkrywcy Ameryki – Krzysztofa Kolumba. Wyniki ich badań są sensacyjne – Krzysztof Kolumb miał z pochodzenia być Polakiem, a jego rzeczywiste nazwisko miało brzmieć „Kolumbowicz” – informuje serwis dailymail.co.uk.”

Więcej tu

Magda i Books and the City w prasie

Natałka Babina zamieściła w Naszej Niwie – niezależnej białoruskiej gazecie, dla której jest wolnym strzelcem, artykuł o trasie Promocyjnej „Miasta ryb”. W artykule znajduje się również relacja z naszego spotkania przy kawie w Złotych Tarasach.

Nareszcie!

Po pół roku starań upolowałam wreszcie! Wkrótce recenzja 🙂

Podsumowanie nr 1. Sierpień-Listopad

Na innych blogach zauważyłam podsumowania miesiąca. Bardzo spodobał mi się ten pomysł i postanowiłam wprowadzić go w życie.

Moje pierwsze podsumowanie zamknie w sobie trzy miesiące działania Books and the City. Przeczytałam w tym czasie sporo, więc zamieszczę tu swoistą listę „Kitów” i „Hitów”  tego okresu 🙂

KITY:

3. Marek Utkin – Technomagia i smokiradosny słowotok, któremu brakuje dreszczyka emocji. Zapatrzone w domorsłego McGyvera (czyli głównego bohatera) postacie, którym brakuje własnego zdania… może nawet kiedyś dam tej pozycji drugą szansę, ale na pewno nie w ciągu najbliższego dziesięciolecia.
2. Linwood Barclay – Bez śladu – miał być „majstersztyk sensacyjny, obyczajowy i psychologiczny”, a wyszło zapomniane przez korektorów, przewidywalne czytadło, do którego na pewno nie wrócę.
1. Marie Phillips – Niegrzeczni Bogowiemiało być ciekawie, a wyszło trochę… na pewno już do niej nie wrócę.

Na wyróżnienie w tej kategorii zasłużyły sobie:
3. Anna Klejznerowicz – Ostatnią kartą jest śmierć – z jednej strony chciałam ją zjechać, ale kiedy zaczęłam rozpatrywać poszczególne aspekty, to nie mogłam uzasadnić logicznie swoich negatywnych odczuć, za to znalazłam plusy! Chętnie przeczytałabym jeszcze coś tej autorki, żeby mieć szersze spektrum…
2. Terry Pratchett – Kolor Magii – no coś mi po prostu nie pasuje. Bliżej Świąt jeszcze raz się za nią zabiorę.
1. Natalka Śniadanko – Ahatanhel – Jedna z najgorszych książek, jakie mi się zdarzyło zacząć w życiu. Przeczytałam ponad połowę, ale nie byłam w stanie dalej brnąć przez ten bełkot… Może ciąg dalszy jest porywający, jednak ja się o tym nie przekonam.

HITY:

5. Christopher Moore – Brudna robota – czyli the Author Guy w najlepszym wydaniu. Moore’a można odbierać dosłownie i wtedy są małe szanse na polubienie go: każda jego książka aż się lepi od absurdalnego, obrazoburczego humoru. Ale jeśli spojrzeć głębiej…
4. Neil Gaiman – Amerykańscy Bogowie wersja autorska – Gaiman ma niesamowity talent do dawkowania napięcia w idealnie odmierzonych proporcjach. Nie znam drugiego autora, któremu puściłabym na sucho zabawę w kotka i myszkę z moimi emocjami.
3. Charles Bukowski – Szmira – pulp or a masterpiece? Przymrużyłam oko i bawiłam się świetnie!
2. Gregory Maguire – Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu – książka, która zmusiła mnie do myślenia jeszcze długo po jej zamknięciu.
1. Robert M. Wegner – Opowieści z meekhańskiego pogranicza – zbiór opowiadań, który zna tylko jedno tempo: szybciej! Północ-Południe, Wschód-Zachód. Topór i skała, miecz i żar, strzała i wiatr, sztylet i morze. Różne bieguny, różni ludzie, różne wierzenia, różne obyczaje. Honor, odwaga, wytrwałość, wierność. Meekhańskie pogranicze spływa krwią, a my dostaliśmy od Wegnera tylko fragmenty opowieści. „Najlepszych, jakie można kupić, ukraść lub zdobyć w walce.”

Wyróżnienia w tej kategorii będą dwa:
2. Enchō Sanyūtei – Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii – pełna magii opowieść o Japonii samurajów, która zmieniła moje spojrzenie na kulturę kraju kwitnącej wiśni.
1. Natałka Babina – Miasto ryb – czyli życie w pięciu smakach. Książka, która wciąga jak czarna dziura. Dodatkowy sentyment mam dla niej, ponieważ miałam przyjemność „poplotkować” przy kawie z Autorką.

„Kitów” nie odradzam, bo każdej książce warto dać szansę. „Hity” zdecydowanie polecam!

Pozdrawiam 🙂

Słowo na dziś

Szczeżuja – uwielbiam to słowo. Ma niesamowity potencjał, zarówno znaczeniowy, jak i… ortograficzny 😛

A co do ciekawych słów przypomniała mi się piosenka z dzieciństwa:

Tylko jedna uwaga: żyjemy w czasach, kiedy ludzie, którzy wyrośli na podobnych teledyskach, oskarżają Teletubisie o rozwiązłość…

:)

Kochani,

jako, że upłynęły już trzy miesiące istnienia Books and the City, chciałabym Wam serdecznie podziękować za stale rosnące słupki statystyk 😀

Dziękuję stałym Czytelnikom – niezmiernie cieszę się z tego, że ciągle Was przybywa 🙂 Dziękuję innym Blogerom za dodanie mnie do blogroli – przepraszam tych, których sama jeszcze nie dodałam i obiecuję poprawę 🙂 Dziękuję tym, którzy zostawiają u mnie komentarze – poniekąd współtworzycie tego bloga 🙂 Dziękuję też za miłe słowa, które usłyszałam od Was „w realu” – wybaczcie zmianę koloru twarzy 😉

Dzięki Wam wiem, że prowadzenie Books and the City ma jakiś sens 🙂

Zapraszam do komentowania – Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne 🙂

Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną 🙂

Pozdrawiam serdecznie i do przeczytania 😀

Magda

Czarownice z Salem Falls – Jodi Picoult

W wakacje marzyło mi się „lekkie czytadło dla kobiet”, romantyczne najlepiej, pożyczyłam więc „Czarownice z Salem Falls” od koleżanki.

Początkowo nawet powieść spełniała kryteria: kobieta po przejściach (trochę zdziwaczała stara panna), mężczyzna po przejściach (niedostosowany społecznie nieudacznik), buzujące hormony nastolatek, społeczność prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka (ze swoim małomiasteczkowym poczuciem moralności i sprawiedliwości w imię wyższego dobra), „czerstwe” momentami dialogi, sielskie sceny przeplatające się z tymi bardziej przaśnymi. Ale nagle, nie wiem nawet kiedy, to czytadło przerodziło się w dobrą lekturę.

Zwykle czytam wszystkie wstępy, rysy historyczne, podziękowania, posłowia itp., umieszczone w książkach, które biorę do ręki. Tak było i tym razem, wszem i wobec informuję: do powstania tej książki przyczyniło się ponad 25 osób, i to widać.
„Czarownice” są dopracowane w każdym calu, czy w kwestii wicca, czy kryminologii, prawa, czy w końcu w aspektach socjologiczno-psychologicznych.

Nie zamierzam zamieszczać tutaj streszczenia, czy w inny sposób odwoływać się do fabuły, ponieważ powiedzenie czegokolwiek poza notą wydawnictwa po prostu popsułoby przyjemność czytania tej książki.

Ech, i znowu kulą w płot… tak, trafiłam, wreszcie, na kobiecą literaturę, ale na pewno nie była ona „lekkim, romantycznym, wakacyjnym czytadłem”. Na pewno nie stanę się wielką fanką Pani Picoult, jednak, jeśli będę miała okazję sięgnąć jeszcze kiedyś po jej powieść, zrobię to z przyjemnością.

Romans z trupem w tle – Ewa Stec

Zbliża się Boże Narodzenie. Agnieszka Rusałka i Jacek Żuk przygotowują się do ślubu, kiedy… Agnieszka przyłapuje narzeczonego in flagranti z pewną motylicą. Nie robi awantury, nikt nie ginie z rąk zdradzonej narzeczonej, gdyż ta idzie do baru pamiętającego jeszcze czasy PRL topić smutki w martini i zastanawiać się nad swym smętnym, trzydziestoletnim życiem. A kogo można spotkać w barze sączącego martini, jeśli nie Bonda? W tym wypadku Jerzego, ale ciągle Bonda.

Dwie najlepsze przyjaciółki, w ramach terapii, wyciągają naszą narratorkę do wróżki Klary Widzącej, która przepowiada Rusałce pecha prześladowczego. Co ma z tym wszystkim wspólnego Front Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych? Czego uczą na kursach manicure? O czym myśli człowiek, kiedy mu przystawiają lufę pistoletu do skroni? I co o bigamistach sądzi ojciec dyrektor?

Gdybym przy ocenie brała pod uwagę, jakie funkcje literatury ta pozycja realizuje, czy też jakie wartości wnosi do mojego życia, „Romans z trupem w tle” zebrałby niskie noty. Jednak funkcja rozrywkowa w wypadku twórczości Pani Stec jest realizowana niemalże w nadmiarze. Autorka może się szczycić swoim poczuciem humoru i umiejętnością dowcipnego skomentowania i wplecenia w fabułę sytuacji z życia społeczno-politycznego, co nie każdemu się udaje.

Dziękuję za poprawienie humoru, Pani Ewo. A Wam POLECAM!

Ocena: 3,5/5

Dedykacja dla ulubionej pisarki

Natałko, chciałam podziękować po raz chyba tysięczny za „Miasto ryb” i za możliwość poznania Ciebie i dowiedzenia się czegoś więcej o tej wspaniałej książce i jej Autorce. Mam nadzieję, że  ktoś kiedyś przystanie w miejscu, gdzie kiedyś była Twoja Zakazanka, i powie: „Stąd pochodziła wybitna pisarka” z podobną nostalgią, z jaką ja myślę o miejscu urodzin Singera (z tą jednak różnicą, że Leoncin istnieje). Życzę Ci, by „Miasto ryb” stało się bestsellerem, gdyż w pełni na to zasługuje. Życzę dużo szczęścia, miłości, wolności, radości, zdrowia i uśmiechu Tobie i całej Twojej Rodzinie i oby Twoje Dzieci nadal były powodem do dumy dla Rodziców. Mężowi zaś, by częściej mógł dawać swoje błogosławieństwo.

Pozdrawiam serdecznie,

Magda

Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu – Gregory Maguire

W rodzinie unionistycznego pastora rodzi się dziecko. Powód do szczęścia. Tylko, że jest problem. A w zasadzie dwa. Matka nie chciała dziewczynki, a już na pewno nie tego koloru: mała jest zielona. No i jeszcze te zęby… Ojciec widzi w niej karę za swą nieskuteczność, matka za swoją rozwiązłość. I tak mała Elfaba- Fabala- Elfi- Fi dorasta ze świadomością bycia porażką, opiekując się swoją idealną i idealizowaną kaleką siostrą, Nessą. Inteligentna, piękna, tajemnicza, zakompleksiona zielona dziewczyna obdarzona niebanalnym poczuciem humoru i ciętym językiem. Czy była zła od początku? Czy była zła?

Autor pokazuje nam Oz jakiej nie znamy, istny tygiel religijny, gdzie unionizm miesza się z przyjemniarą, a wszyscy wyznają Lurlinę. Poznajemy ustrój tej baśniowej krainy, jesteśmy świadkami intryg, zagrywek politycznych i czystek. Czym tak naprawdę kraj brukowany żółtą kostką różni się od naszej rzeczywistości?

Maguire stworzył alegoryczną biografię postaci z dziecinnej bajki skierowaną do dorosłych. Pełno tu ludzkich emocji, erotyzmu, nienawiści, miłości, nietolerancji, dyskryminacji, nawet rasizmu… Elfaba poszukuje własnego ja, próbuje znaleźć odpowiedź na pytania „czym jest zło”, „czym jest dusza”, „czy bóg istnieje”. Czarownica kocha i nienawidzi, poznaje samotność, strach, ból straty, pragnienie zemsty. Kraina Oz została dopracowana w każdym szczególe, jest obca, ale dziwnie swojska, a ludzie w niej mieszkający mają dokładnie takie same problemy jak my: rodzą się, idą do szkoły i na studia, pracują, mają problemy ze związaniem końca z końcem, umierają, a w międzyczasie CZUJĄ.

Tej książki nie czytałam jednym tchem, chociaż historia Złej Czarownicy z Zachodu jest fascynująca. Czasem co parę stron robiłam dłuższą przerwę, MUSIAŁAM JĄ ZROBIĆ, żeby przemyśleć jakiś fragment. Zastanowić się nad sobą. Czy wiecie, jak bardzo jesteśmy przywiązani do stereotypów? Jak łatwo rzucamy osądy? Nie? Pan Maguire pomoże Wam odpowiedzieć na te pytania, pod pretekstem historii zielonej dziewczyny, która nie miała duszy…

POLECAM!!!