Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ-Południe – Robert M. Wegner

Właśnie zamknęłam wegnerowskie „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe”. Jakie wrażenia? Już w pierwszym rozdziale, wpadłam w zasadzkę u podnóży lodowca, nie wiedząc nawet, kto i dlaczego ją zastawił. Kiedy zostało mi to wyjaśnione, pokrótce, na więcej nie ma czasu, ruszyłam wraz z 6 kompanią Górskiej Straży przez lodowiec, nadal nie bardzo rozumiejąc o co chodzi… Ale wszystkiego dowiedziałam się w odpowiedniej chwili.

Wegner nie szczędzi czytelnikowi brutalnych szczegółów, a fabuła nie zwalnia nawet na sekundę od pierwszej litery do ostatniej kropki. Nie zwalnia ani opisując pełne napięcia oczekiwanie na bitwę w części „Północ”, ani miłosną schadzkę kochanków w części „Południe”. Mało tego, są momenty, w których jeszcze przyspiesza. Wielokrotnie na kilka-kilkanaście stron traciłam całkowicie kontakt z rzeczywistością, porwana przez wir wydarzeń. Tę książkę czyta się jak w transie, szybko, szybciej, jeszcze szybciej…

Język powieści, czy raczej zbioru opowiadań z dwóch rejonów Imperium meekhańskiego, jest surowy, brak mu ozdobników, nawet „landszafty” malowane są w telegraficznym skrócie. Nie ma czasu na sentymenty. Ta surowa zwięzłość języka, jest de facto nieocenioną zaletą warsztatu Wegnera – jego dzieło liczy niecałe 600 stron… nawet nie chcę sobie wyobrażać objętości „Opowieści”, gdyby autor nie zrezygnował z opisywania nam każdej postaci, jej stroju i przemyśleń, każdego oglądanego widoku… A jednak świat powieści jest niesłychanie rozbudowany, ma własną mitologię, legendy i podania, plemiona, tradycje, całe Imperium.

A bohaterowie? Wegner mówi nam o nich tylko tyle, ile potrzebujemy wiedzieć, wystarczająco dużo jednak, byśmy widzieli w nich ludzi z krwi i kości. Ba, mało tego, pokazuje ich nam tylko w konkretnych sytuacjach, nierzadko w formie snapshotów, a mimo to przywiązujemy się do nich, śledzimy ich losy z zapartym tchem.

Spójrzcie na okładkę: miecz i topór skrzyżowane na tle czerwonej (ciężko powiedzieć, czy od krwi czy od ognia) skały, wokół ciemność. Nic więcej. Podoba Wam się ta okładka? Więc powinniście kupić „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”, spodobają Wam się na pewno. I ostrzegam: to nie jest książka na jedno przeczytanie, ja na pewno do niej wrócę. W tym wypadku wytarty frazes „nie oceniaj książki po okładce” się nie sprawdza – „Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ-Południe” jakie są – każdy widzi.

Zarzucę tylko jedno: brak mapy. Osobiście lubię śledzić kroki bohaterów, umiejscawiać na papierze to, co oglądam oczyma wyobraźni. Może kiedyś, w wersji kolekcjonerskiej?

Cena tej książki to 32PLN. Tanio, jak na taką zawartość… I jeszcze ten bielusieńki, pachnący nowością kredowy papier w środku…

POLECAM!!!

Reklamy

4 responses to “Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ-Południe – Robert M. Wegner

  1. Świetna recenzja 🙂

    Ja na Wegner mam chrapkę już od kilku dni. Wczoraj nawet wybrałam się po niego do księgarni ale niestety nie znalazłam go na półce. Dziś i jutro będę szukać dalej 😉

  2. Hehe wiedziałem, że pozarażam Wegnerem! Pierwszego tomu nie czytałem, ale z tego co piszesz widzę, że jest tak samo dobry jak drugi: ) Polecam więc śmiało Wschód – Zachód:)

    • już jestem w trakcie 🙂 na razie nie zapowiada się obniżenie poziomu, powiedziałabym, że jest tak samo świetnie. Ja tylko mam nadzieję, że Wegner nie spocznie na laurach i będziemy mogli eksploatować Meekhan przez wiele, wiele lat…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s