Nigdziebądź – Neil Gaiman

„Nigdziebądź” jest przeniesieniem serialu na papier, a jednak, zgodnie ze słowami Sapkowskiego „nie grzeszy (…) typowym grzechem novelisations, których autorzy nader często ograniczają się do mechanicznego wtykania didaskaliów pomiędzy kwestie filmowego dialogu”. Rzeczywiście, akcja rozwija się powoli, ale konsekwentnie i bez żadnej drewnianej sztuczności. Co prawda układ powieści przywodzi na myśl serial, rozdziały podzielone są na sceny i kończą się typowo dla odcinków serialu – zawieszeniem akcji w najciekawszym momencie.

Nagrodą za serce okazane przez Richarda Mayhew rannej dziewczynie okazuje się utrata narzeczonej, pracy, tożsamości, wszystkiego, co znał i do czego przywykł żyjąc w słodkiej nieświadomości w Londynie Nad. Nasz główny bohater notuje w swym myślowym pamiętniku „W tym drugim Londynie żyją setki ludzi, może tysiące. Ludzi, którzy pochodzą stąd albo którzy zniknęli w szczelinach świata.”. Londyn Pod jest diametralnie różny od Londynu Nad, jest to okrutny, brutalny świat, to świat „wśród kanałów, magii i mroku” gdzie każdy ma przed sobą perspektywę „życia krótszego niż jętka o skłonnościach samobójczych”. W Londynie Pod nawet zwykła instrukcja w metrze „Prosimy odsunąć się od krawędzi torów” posiada mocno przewrotne znaczenie, które poznaje Richard w swej początkowej naiwności.

Ukłon w stronę doskonale nakreślonych postaci pana Croupa, uprzejmego i pięknie się wysławiającego, oraz pana Vandemara wiecznie głodnego, lekko ograniczonego umysłowo, którzy razem stanowią śmiercionośny duet. Te postacie aż zioną złem, dogłębnym okrucieństwem:
„-Proszę się z nimi pożegnać, panie Vandemar – rozległ się za nimi głos pana Croupa.
– Pa, pa! – zawołał pan Vandemar.
– Nie, nie – poprawił pan Croup – Au revoir.
A potem wydał z siebie odgłos kukania, które mogłoby pochodzić z gardła kukułki, gdyby miała metr sześćdziesiąt pięć wzrostu i apetyt na ludzkie ciało – podczas gdy pan Vandemar, wierniejszy swej naturze, odrzucił krągłą głowę i zawył niczym wilk: upiorny, groźny i szalony.”

Autor oszczędnie uchyla rąbka tajemnicy, jednak robi to bardzo umiejętnie, nie ma dłużyzn, nerwowego oczekiwania „kiedy wreszcie coś się wydarzy”, czyta się bardzo dobrze. Zaskakująca fabuła, i choć w pewnym momencie domyśliłam się, kto stoi za śmiercią rodziny Drzwi, to jednak odrzuciłam tę myśl równie szybko, jak się pojawiła.

Ta książka jest przykładem świetnie napisanej fantastyki, jest przepełniona atmosferą tajemniczości i magią, a wszystko to zaserwowane zostało z najczarniejszym humorem. Ocena: 7/10 dlatego, że nie znalazłam odpowiedzi na pewne pytania, które zrodziły mi się w trakcie czytania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s